„— Monsieur Van Gogh, czas wstawać! Niechże się pan zbudzi! — Vincent przez sen oczekiwał głosu Urszuli.
—Nie spałem, Mademoiselle Urszulo — odkrzyknął.
— Nieprawda — zaśmiała się dziewczyna — dopiero teraz pan się obudził.
Vincent słyszał, jak Urszula zbiega ze schodów na dół i idzie do kuchni. Wsunął ręce pod siebie, oparł się na nich całym ciężarem i wyskoczył z łóżka. Pierś i barki miał masywne, ramiona grube i potężne. Włożył spodnie, nalał trochę zimnej wody z dzbana i naostrzył brzytwę.
Vincent rozkoszował się codziennym rytuałem golenia najpierw w dół po szerokim policzku, od prawej skroni do kąta anysłowych ust, później prawa strona górnej wargi od nosa począwszy, potem lewa strona, wreszcie broda — potężna, zaokrąglona płyta ciepłego granitu.
Zanurzył twarz w pęku brabanckiej trawy i dębowych liści na komodzie. Jego brat Theo zebrał je na wrzosowiskach niedaleko Zundert i przysłał mu do Londynu.
— Monsieur Van Gogh — zawołała znów Urszula pukając do drzwi — Listonosz przyniósł list do pana.
Rozerwawszy kopertę poznał pismo matki. „Drogi Vincencie — czytał — chciałam napisać do ciebie parę słów."
Poczuł na twarzy zimno i wilgoć, wsunął więc list do kieszeni, postanawiając przeczytać go w spokojnej chwili u Goupila. Sczesał do tyłu długie, gęste, rude włosy, włożył białą, sztywną koszulę, niski kołnierzyk i szeroki czarny fon taż, po czym zszedł do jadalni, na śniadanie — i do uśmiechu Urszuli.“(8)


Filmy online |Katalog stron |Nadproża