„Czarna podłużna limuzyna z miękkim syczeniem opon z wolna minęła ich i przystanęła w pobliżu schodków. Na masce załopotała białoczerwonoczarna chorągiewka ze swastyką i zaraz opadła. Czyżby znowu konsul Trzeciej Rzeszy pomyślał Wachicki. Ale chorągiewka państwowa, jeżeli się nie mylę, powiewa na aucie dopiero wtedy, gdy wiezie samego ambasadora.
Drzwiczki wozu otworzyły się i na chodnik sprężyście wyskoczył ten sam dyplomata, którego już w istocie widział w „Sportowej" w towarzystwie Ukraińców. Kurz warszawskiej codzienności w dalszym ciągu przyprószał wszystko. Herr Konsul wyglądał dość niepokaźnie, był w szarym skromnym ubranku i na głowie miał czarny kapelusz tego typu, co noszą pastorzy. Pochylił się do rozwartych drzwiczek i wyrzekł gardlanym głosem — Jawohl, sehr schón! — Potem nie poruszając ramieniem, podniósł do góry samą tylko dłoń w geście, co europejczyków jeszcze na razie trochę dziwił i śmieszył, ale co w niedługiej przyszłości miał ludźmi wstrząsać. Drzwiczki klasnęły.
Limuzyna zakołysała się i potoczyła w głąb ulicy. Wówczas dopiero człowiek w kapeluszu pastorskim wyprężył się i stuknął trzewikiem o trzewik. Ale... zanim jął schodzić po schodkach w dół, zauważył stojących w pobliżu Tecia i Wachickiego. Coś jakby wysiłek ukazał się na jego twarzy — wysiłek, co charakteryzuje niekiedy krótkowzrocznych. A jeszcze później Leon uczuł się nader zdziwiony przyjaznym, acz sztywnym uśmiechem, którym został obdarzony. Czarny kapelusz wzniósł się do góry, zupełnie wertykalnie, trzymany dużą włochatą ręką z pierścionkami, i zaraz osiadł z powrotem na głowie pana konsula. Czyżby to się odnosiło do mnie pomyślał.“(5)
rolki |podręczniki kraków |Typy