„nieumienia, te swoje niedoróbki — plastykiem sztu
kują.
—Może to jest higiemczniejszc — wtrącam. — Plastyk, wiadomo, umyć można.
i— Co tu ma higiena do roboty Kto myśli o higienie przy robieniu zabawek. Może dla niemowlaków...
—No tak, głupstwa plotę. Ten, c0 dorabia gliniani
nym ptaszkom gwiżdżące ogonki z plastyku, z pewnością nie kieruje się zaleceniami Instytutu Higieny. Ma pan rację — potakuję zły sam na siebie, że przerwałem tak dobrze zapowiadający się, panafranciszkowy monolog o tym, że plastyk do gliny pasuje, jak pięść do nosa. Że jednego z drugim nie powinno się łączyć. Tak samo, jak nie powinno się podejmować próby wystrugania z drewna księżycowego kosmonauty. Albo wyścigowego motocykla. A jak się taką próbę podejmuje, to nie może się ona udać. „Jak coś wyjdzie, to na śmiech tylko".
Potakuję, przypominając drewniany samochód, który wszystko miał odrobione dokładnie z drewna, tylko był do jazdy niezdolny. Coś podobnego zdarzyło się chyba z kosmonautą z drewna. Ale pan Franciszek gorąco tę moją supozycję oprotestowuje.
Metodę poruszania się drewnianego kosmonauty miał wypracowaną „stuprocentowo dokładnie". Tylko kosmonauta sam, jako taki, z drewna nie dał się w żaden sposób odrobić. No, bo jak zrobić z drewna, na ten przykład, przezroczystą przyłbicę przy hełmie W żaden żywy sposób się nie da. A Kosmonauta bez hełmu, to jak kogut bez ogona. Chyba to sobie wyobrażam.“(3)
miedź |pralki |strona www